Sprytna sąsiadka

0
7344
Sprytna sąsiadka

Lato było wyjątkowo zimne i deszczowe. Wakacje spędzałem na wsi, sam zadeklarowałem, że pomogę w remoncie domu sąsiadów moich dziadków. Mój ojciec miał firmę remontową, zatrudniał kilkunastu ludzi. Stwierdziłem, że i ja dorobię do studenckiego stypendium, a przy okazji nauczę się kilku praktycznych rzeczy. Dom był duży, piętrowy, więc na brak pracy nikt nie mógł narzekać. Ojciec ustalił termin zakończenia na pierwszy tydzień sierpnia, jakimś cudem udało się nam wykonać zadanie. Właścicielką domu była Weronika, trzydziestolatka, ubierająca się odważniej niż moje koleżanki. Mąż Weroniki pracował za granicą, kupił dom na wsi i zatrudnił ekipę mojego ojca do wykonania prac remontowych. Weronika nie miała żadnych zastrzeżeń, zapłaciła zgodnie z umową i podziękowała za pracę. Wydawała się w porządku. Cały czas się śmiała, co i rusz spoglądając w kierunku mojego rozporka. Zauważyłem powiększające się z każdą chwilą zgrubienie w okolicy krocza, wiedziałem, że moje klejnoty domagają się pieszczot. Jako student miałem jakieś tam doświadczenia erotyczne, lubiłem sex i nie unikałem kontaktów z dziewczynami. Zresztą one też doceniały moje umiejętności.

Może chciałbyś trochę dorobić i skosić mi trawę wokół domu? – zapytała Weronika.
– Chętnie, zawsze parę groszy się przyda – odpowiedziałem.
– W takim razie widzimy się jutro o 14.00, wcześniej nie wstanę – zaśmiała się sąsiadka, a ja uśmiechnąłem się szeroko. W umówionym dniu byłem punktualnie. Zabrałem nawet własną kosiarkę, gdyż nie byłem pewny, czy Weronika posiada takie urządzenie. Okazało się, że Weronika kosiarki nie posiada.
– Oj głuptasku, nie o tę trawę mi chodziło. Ale skoro przytargałeś ten sprzęt, to koś ten trawnik – powiedziała Weronika i podreptała w kierunku domu. Kosiłem trawę dobre dwie godziny, starałem się robić to starannie i dokładnie. Gdy skończyłem wszedłem do domu.
– Halo, pani Weroniko! – krzyknąłem, informując o swoim istnieniu i zakończeniu pracy, o wynagrodzeniu nie wspominając.
– Michał, nie mogę wyjść z łazienki, drzwi się zatrzasnęły! – odpowiedziała Weronika. Pobiegłem na górę, za pomocą śrubokrętu otworzyłem drzwi.

Wierzyłem, że Weronika faktycznie się tam zatrzasnęła. Moim oczom ukazała się kobieta w pełnej okazałości. Była naga, jej opalone ciało emanowało seksapilem, czułem, że pożądam ją coraz bardziej. W pierwszym momencie zamierzałem uciec, myślałem, że Weronika brała kąpiel i zatrzasnęła drzwi, jednak kobieta chwyciła mnie za rękę i przyciągnęła do siebie.
– Mówiłam, że o koszenie innej trawki mi chodzi – zamruczała zdzierając ze mnie ubranie. Chciałem się oswobodzić i uciec, zacząłem się szamotać, wyrywać.
– Nie chcesz po dobroci, zrobimy to inaczej! – ryknęła Weronika i jednym ruchem powaliła mnie na podłogę. Nie wiem skąd wyjęła kajdanki, poczułem jednak, że moje ręce są skute. Chwilę później klęczałem nago, przykuty do kaloryfera. Weronika chwyciła pejczyk, poczułem bolesne uderzenia na pupie. Kobieta stanęła nade mną okrakiem dając do zrozumienia, że mam zająć się jej cipką. Wykonałem polecenie chcąc w ten sposób uniknąć kolejnych batów. Następnie Weronika położyła mnie na plecach i dosiadła niczym ogiera. Gdy skończyła, rozkuła mnie i wręczyła wynagrodzenie, spore. Do domu wróciłem cały w siniakach, jednak zadowolony i na swój sposób szczęśliwy. Tego dnia nie zapomnę do końca życia.

randka