W końcu postanowiłam: „Szukam Partnera”

0
537
W końcu postanowiłam: „Szukam Partnera”

Wczoraj stuknęła mi trzydziestka. Niby nic wielkiego, kolejne urodziny, dla mnie jest to jednak magiczna liczba. Doskonała okazja, by poczynić urodzinowe postanowienia. Najważniejsze to znaleźć męża. Mimo słusznego wieku, jak mawiała moja mama, wciąż byłam samotna. Co prawda w moim życiu pojawiło się kilku mężczyzn, były to jednak przelotne znajomości, nigdy nie trafiłam na odpowiedniego kandydata, czyli człowieka, który byłby dobrym materiałem na męża i ojca moich przyszłych dzieci. Postanowiłam zdać się na innych i zaczęłam odwiedzać biura matrymonialne w większych miastach. Przygotowałam plan działania i skrupulatnie go realizowałam. Umieszczałam także ogłoszenia matrymonialne w Internecie, wychodząc z założenia, że im więcej prób, tym większa szansa na znalezienie tego właściwego.

– A jeśli znajdzie się kilku odpowiednich mężczyzn to co? Zamierzasz założyć męski harem czy będziesz prowadzić kalendarzyk wizyt u poszczególnych facetów? – żartowała Ewa, moja najbliższa przyjaciółka.
– Wybiorę jednego, ale muszę mieć pewność, że to ten właściwy.
– Tego właściwego równie dobrze możesz poznać w klubie albo pubie.
– Wiesz dobrze, że to nie dla mnie. Wolę iść do teatru, obejrzeć wystawę, albo połazić po parku… – cóż, miałam swój styl bycia i życia, a tym samym oczekiwałam, że mój wybranek będzie miał podobne oczekiwania.

– Zamiast gorącego seksu będziecie wspólnie czytać powieści historyczne – kpiła Ewa.
– Nie wykluczam seksu, w końcu trzeba coś zrobić, aby na świecie pojawiły się dzieci, prawda?

– W takim razie daj ogłoszenie o takiej treści: „szukam partnera, który będzie uprawiał ze mną sex wyłącznie w celach prokreacji” – żarty cały czas trzymały się Ewy, a ja z każdą chwilą stawałam się coraz bardziej wściekła. Na siebie, na przyjaciółkę i na wyimaginowanego faceta, który prawdopodobnie gdzieś był, ale ja nie potrafiłam go odszukać. Po kilku miesiącach zdecydowałam się na jedno biuro matrymonialne. Wydało mi się najlepsze, oddalone 80 km od mojego miejsca zamieszkania, a więc na tyle bezpiecznie, że mogłam czuć się anonimowo i komfortowo. Nie miałam szczególnych wymagań dotyczących wyglądu, zawsze zwracałam uwagę na intelekt, dlatego też zaznaczyłam, że kandydat musi mieć wyższe wykształcenie. Przeglądając katalog, skrupulatnie czytałam oferty matrymonialne, ku mojemu zaskoczeniu mężczyzn w moim wieku, posiadających wyższe wykształcenie było wielu.

Spotkałam się z kilkoma, niestety, szybko rozwiałam marzenia o inteligentnym księciu z bajki. Przeważająca większość facetów szukała nie żony, ale kobiety, z którą mogliby uprawiać sex. Niektórzy nawet tego nie kryli.

– Mogłabyś zaprezentować się nago? Chciałbym mieć pewność, że jesteś warta zainteresowania – stwierdził Paweł, kolejny kandydat na męża i ojca moich dzieci.
– Prezentację mamy już za sobą. Nie interesuje mnie, czy ja odpowiadam tobie, nie jestem zainteresowana kontynuowaniem znajomości – powiedziałam i zwyczajnie wyszłam pozostawiając zdezorientowanego faceta. Moja determinacja została jednak nagrodzona. Poznałam Mirka, swojego rówieśnika. Co prawda ma tylko maturę, ale nadrabia inteligencją i poczuciem humoru. Jesteśmy już dwa lata po ślubie, mamy trzymiesięczną córeczkę i wypełniony radością dom z ogrodem.

randka