Wakacyjna karta z pamiętnika

0
1026
Wakacyjna karta z pamiętnika

Początkowo nic nie zapowiadało, że będą to udane wakacje. Obiecałam przyjaciółce, że pojadę wraz z nią do Hiszpanii, choć prawdę powiedziawszy miałam wątpliwości, czy postępuję słusznie. Marlena miała tam faceta, znali się od dwóch lat. Ich spotkania były dość nieregularne, przede wszystkim ze względu na fakt, iż moja przyjaciółka była mężatką. Męża Marlena zostawiać nie zamierzała, zbyt dużo by straciła, kochanka też tracić nie zamierzała. Moja obecność zapewniała Marlenie wiarygodne alibi, a dla przyjaciółki robi się przecież wszystko. Do Hiszpanii dotarłyśmy wieczorem. Mario odebrał nas z lotniska i zawiózł do hotelu, porywając Marlenę niemal natychmiast. Zostałam sama. Zeszłam do baru i zamówiłam drinka. Z głośników sączyła się smętna muzyka. Lokal był prawie pusty, oprócz kilku migdalących się par byłam ja i jakiś brunet, który topił smutki w kufelku piwa.

Nagle zadzwonił mój telefon. To był mąż Marleny. Zdębiałam, czyżby czegoś się domyślał?
– No hej Zuźka, co tam u was? Nie mogę dodzwonić się do Marlenki, jak doleciałyście? – pytał niczego nieświadomy Andrzej.
– Wszystko ok, Marlena bierze prysznic, więc telefonu jej nie podam, niestety, zadzwoń za półgodzinki, no godzinkę może, wiesz, wanna z hydromasażem i takie bajery – bajerowałam Andrzeja, zaklinając Marlenę, aby odebrała telefon ode mnie, musiałam uprzedzić przyjaciółkę o zamiarach jej męża. Telefon Marleny milczał, na szczęście miałam numer do Mario. Łamaną angielszczyzną wyłuszczyłam, że mam sprawę do Marleny i uprzedziłam przyjaciółkę o telefonie od męża. Tym razem ona miała mówić, że ja biorę kąpiel. Odetchnęłam z ulgą, gdy nagle obok mojego stolika stanął brunet sączący piwo.
– Polska?!? Jesteś z Polski?!? – krzyknął z radością.
– Tak, Zuzanna na chrzcie mi dali, a ty? – spojrzałam na jego opalone ciało, błękitne oczy i wydatną męskość, uświadamiając sobie, że dawno nie miałam mężczyzny i zaczynam odczuwać brak seksu.

– Paweł. Pracuję tu od pięciu lat – powiedział nowy znajomy. Paweł przyjechał do Hiszpanii z narzeczoną, tak przynajmniej myślał. Szybko okazało się jednak, że narzeczona woli Hiszpanów i ich związek spalił na panewce. Zaczęliśmy spotykać się regularnie. Miałam ochotę zaciągnąć Pawła do łóżka, wystarczyłoby mi nawet, żeby porządnie mnie przeleciał, potem mógł zniknąć, ale nowy znajomy starał się być szarmanckim dżentelmenem, przepuszczał mnie w drzwiach, na spotkania przynosił kwiaty. Dni mijały nieubłaganie i pewnie do dnia wyjazdu nie zdarzyłoby się nic, gdyby nie przypadek.

Wracaliśmy ze spaceru, gdy nagle rozpętała się burza. Przemoczeni wpadliśmy do mieszkania Pawła. Poprosiłam o ręcznik i poszłam do łazienki, by zdjąć mokre ubrania.
– Proszę… – Paweł pojawił w drzwiach niespodziewanie, gdy ja byłam w samej bieliźnie. Paweł podszedł do mnie ostrożnie, zdjął ze mnie mokry stanik i matki, po czym wziął na ręce i zaniósł do sypialni. Okazał się kochankiem doskonałym. Pieścił moje piersi, zniżając się ku gorącej cipce. Zapewnił mi długą i intensywną grę wstępną, wzbudzając moje pożądanie i rozkosz.

Nie pozostałam oczywiście dłużna, zajęłam się jego męskością jak należy, czego dowodem była rozpryskująca się po mojej twarzy i piersiach sperma. Brał mnie kilka razy, posuwał równo i intensywnie, wzmagając erotyczne doznania. Uprawialiśmy sex codziennie, nawet w dniu mojego wyjazdu zaliczyliśmy szybki numerek. Nasza znajomość trwa nadal, Paweł regularnie odwiedza Polskę, a dokładniej mnie. Ja też planuję wizytę w Hiszpanii, tym razem bez przyjaciółki.

randka