To była wyjątkowo paskudna sobota. Dzień wcześniej rozstałam się z facetem, który ni stąd ni zowąd oznajmił, że znalazł lepszą. Dziś rano zepsuł mi się samochód, a szef pilnie wezwał do firmy. W dodatku lało jak z cebra, a ja zgubiłam parasol. Stałam na przystanku autobusowym zastanawiając się, czy nie lepiej złapać taksówkę. Po kilkunastu minutach podjechał autobus…

